Bieszczady

Cześć! To mój pierwszy wpis na tym blogu. Chciałabym Wam opowiedzieć o mojej majówce którą spędziłam w Bieszczadach. Jak zwykle w góry jadę trzy godziny, a dlatego że nie nawidzę jeździć samochodem była to dla mnie męczarnia. Ale przejdźmy już do chwili gdy byłam w Bieszczadach. Pojechałam w Bieszczady z rodzicami, bratem, moim pieskiem, ciocią, wujkiem, i kuzynami. Mieszkaliśmy w małym domku. Z bratem i kuzynami zawsze szliśmy spać późno dlatego bo nigdy nie wiedzieliśmy w jaką zabawę się pobawić. Zresztą i tak miałam przechlapane z chłopakami.

W pierwszy dzień lało. Zresztą przyjechaliśmy dopiero wieczorem więc wtedy zaczęliśmy się rozpakowywać.

W drugi dzień weszliśmy na niewielką górę (Kamienna Laworta). Na tą górę szło się przez ogródki działkowe. Jednak nikt nie wiedział którędy się wchodzi. Więc zapytaliśmy się jakiegoś pana który akurat robił coś na swojej działce czy wie którędy się idzie. Powiedział że mamy iść tam i skręcić tam. Więc tak poszliśmy jednak droga okazała się być fałszywa. I tak zapytaliśmy się jakiejś pani która też była na swojej działce czy wie którędy można wejść. Jednak gdy ta pani nam powiedziała którędy mamy iść jej droga też okazał się być fałszywa. I tak pytaliśmy i pytaliśmy, aż w końcu udało nam się znaleść właściwą drogę 🙂 Wszyscy mieli całe buty w błocie już na początku drogi. Po drodze spotkaliśmy też sarenki. Okazało się że są bardzo skoczne bo skakały nad płotem. Gdy byliśmy już na szczycie zaczęło zbierać się na burzę. Po prostu mielimy szczęście że w ostatniej chwili udało nam się zdobyć szczyt 😉

Spotkane sarenki 🙂
W drodze na szczyt

W trzeci dzień byliśmy nad Soliną. Byliśmy zobaczyć zaporę. Było na niej i było strasznie wysoko. Na samym końcu wycieczki zobaczyliśmy stragany z różnymi pamiątkami. Kupiłam tam sobie ładną koszulkę z śladami zwierząt żyjących w lesie z napisem „Bieszczady”. Po wycieczce poszliśmy do jakiejś tam restauracji w której kupiłam sobie przepyszną, mrożoną kawę z bitą śmietaną, ale dlatego że była strasznie zimna później bolała mnie głowa. >:-( Po takim odpoczynku poszliśmy na drezyny. To było super przeżycie. Najlepiej zjeżdżało się z górki. Widoki podczas drogi były piękne. Tylko pamiętajcie! Nigdy nie siadajcie w pierwszym lub w ostatnim wagoniku bo będziecie wtedy mieli pasażera na gapę! 🙂 Wieczorem w kuzynami i bratem bawiłam się w festiwal talentów przy czym było dużo śmiechu.

Ja na drezynie 🙂

W czwarty dzień weszliśmy na Połoninę Caryńską. Można z niej podziwiać jedne z najpiękniejszych widoków w Bieszczadach. Na górze strasznie wiało więc nie spędziliśmy tam za dużo czasu. Niektórzy turyści zamiast iść powoli tak jak my szli tak szybko że co drugi taki turysta wywracał się na śliskim błocie. Jak wyglądały moje buty po tej wycieczce zobaczycie poniżej 😀 Droga była fajna i wujkowi udało się przeżyć tę podróż 😉

Już jesteśmy blisko… 🙂
Połonina Caryńska zdobyta ! 🙂 Baaaaardzo wiało na górze…

W piąty dzień zwiedzaliśmy Ustrzyki Dolne i udało nam się obserwować obchody związane z świętem 3 maja. Brat oczywiście nie mógł się powstrzymać i zrobił sobie zdjęcie z żołnierzami. Później byliśmy w restauracji „Niedźwiadek” gdzie można zjeść przepyszne ukraińskie potrawy. Ja polecam małe pierożki Pielmieni i cudowne desery. W Ustrzykach można też kupić pyszną ukraińską chałwę. Sprzedają ją obywatele Ukrainy, którzy codziennie przyjeżdżają handlować do Polski.

Przepyszny deser w „Niedźwiadku”

Polecam wszystkim Bieszczady i zapraszam do czytania kolejnych wpisów 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *